sobota, 22 czerwca 2013

Rozdzial siódmy

Rozdzial siódmy:
Obudzilam sie o 9.00.Szczerze mowiac myslalam,ze jest troche wczesniej,ale popatrzylam na zegarek i zerwalam sie z lozka na rowne nogi.Zjadlam sniadanie i poszlam do pokoju skonczyc pakowanie,a przy okazji sluchac piosenek z Elevate.O godzinie 13 zakonczylam ,,upychanie calego pokoju do walizki". Poszlam na obiad.Rozmawialam z rodzicami na temat odwiedzin-ze albo ja ich odwiedzam albo oni mnie w LA. Oczywiscie nie obeszlo sie bez pogaduszek na temat mojego zachowania i tego co moge i nie moge.W sensie,ze mam być kulturalna i wogole.Ja im[rodzicom] wyjechalam z tekstem,ze po to sa zasady,aby je lamac.Tu pojawily sie grozby,ze zaraz nie pojade i sie skonczy,ale ja-madra-odrazu powiedzialam,ze juz sie zgodzili i razem podpisalismy kontrakt wiec nie maja innego wyjscia.Rozmawialismy tak jeszcze chwile i zadzwonil do mnie telefon.Na wyswietlaczu pojawilo sie:Dzwoni Grace.Odebralam telefon:
-Hej Vicki! Moglybysmy spotkac sie za pol godziny z parku kolo placu.Wiesz tam gdzie zwykle.Musimy porozmawiac.-powiedziala Grace
-Jasne.Spoko,a cos sie stalo czy...-nie skonczylam.bo przerwala mi Grace
-Nie nic po prostu musisz mnie ogarnac.
-Dobra to bede za pol godziny w parku. Paa!-powiedzialam i sie rozlaczylam.
Powiedzialam rodzicom,ze ide do parku z Grace,bo musimy pogadać.Ubralam się i wyszłam z domu.Po drodze wstapilam do sklepu i kupila zelki.Nasze ulubione.Zawsze jak ja,Grace i Jake gdzies idziemy to je kupujemy.Doszlam na miejsce.Gdzies w oddali ujrzałam przyjaciolke.Troche przygnebiona brnela w moja strone.W końcu spotkalysmy się i idąc alejkami rozmawialysmy:
-Sluchaj,troche się boje.-oznajmila Grace
-Ale czego ty się boisz?
-Tego,ze nie poradzę sobie w większym swiecie
-Hej!Przecierz ja i Jake tez tam będziemy.Na pewno sobie poradzimy,no bo czemu nie?!
-Wiesz,masz racje w końcu będziemy się wspierać nawzajem.Dzieki za rade!
-Spox nie ma za co!
Poszlysmy do domu. Wlaczylam sobie fejsa na komórce bo laptopa już miałam spakowanego.Troche posmialam z koleżanki i dodałam posta o tym,ze za niedługo wyjezdzam.W koncu wybila 16.00.Nudzilo mi sie wiec wzielam gitare i zaczelam grac nasza piosenke i ja spiewac.Wtedy podszedł do mnie tata i powiedział:
-Córciu licze na to ,ze pojadąc tam zrobisz karierę,ale w glebi duszy zostaniesz ta  sama osoba jaka jesteś.Mam nadzieje,ze przez slawe i pieniądze nie zapomnisz o rodzinie.
-Dlaczego miałabym zapomnieć?Przeciez was kocham!
-Zapamietam to sobie!-powiedział z uśmiechem na twarzy mój tata
-Spooko!-wykrzyknelam.
Z nudow wlaczylam telewizor i ogladnelam  Big Time Rush na Nicku.Pomyslam sobie,ze za niedługo być może będę mieć z nimi kontakt na codzien i od razu się usmiechnelam.Pozniej leciały jeszcze inne seriale.Gdy na zegarku wybila 20.00,z niewiadomych przyczyn zaczelam się denerwować,ze nic z tego nie wyjdzie,ale przemyslalam sobie wszystko i się troche uspokoiłam.Poszlam na kolacje.Zjadłam platki. Pozniej wyniosłam walizki do auta,bo była już 21.00 i trzeba było na odprawę na lotnisko jechać.Zadzwonilam do Jake'a i Grace,zebysmy już jechali na lotnisko.Pozegnalam sie sie z siostra i siostrzenica.Oczywiscie nie obeszlo sie bez lez,bo jednak takie dluzsze rozstanie to nie taka latwa sprawa.Ja i moi rodzice wsiedlismy do auta,a ja ostatni raz na dluzszy czas ze lzami w oku popatrzylam na swoj dom.Na drogach nawet nie bylo korkow wiec w 15 minut dojechalismy.Kilka minut pozniej,wypakowalam walizki i znalazlam sie na miejscu.W lotniskowy tlumie wypatrzylam Jake'a.Podeszlam do niego,ja,on i nasi rodzice porozmawialismy,a pozniej stanela przed nami Grace z rodzicami.Wszyscy poszlismy odniesc walizki,a pozniej,bo mielismy jeszcze chwile czasu wybralismy sie na taras widokowy,z ktorego mozna podziwiac przylatujace i odlatujace samoloty.Chwilke tam poczekalismy,a pozniej w lotniskowym kiosku kupilismy jakies gazety,ktore bedziemy czytac w samolocie,gdyby sie nam nudzilo.Godzina 22.50-w koncu nadszedl na nas czas.Poszlismy na odprawe.Jeszcze z wielkim placzem pozegnalismy sie z rodzicami.Trudno bylo sie nam z nimi rozstac.:'(  Ostatnie ich slowa do nas,zapewne na dlugo pozostana nam w pamieci:
-Trzymajcie sie!-powiedzieli nam.
-Wy tez!-odpowiedzielismy i weszlismy za drzwi,za ktorymi odbywaja sie odloty.Tam zalatwilismy co trzeba i usiedlismy na miejscach w takim autobusie,ktory mial nas zawiezc pod samolot.Nasi rodzice czekali na tarasie.Zobaczylismy ich przez szybe busu.Usmiechnelismy sie do nich i pomachalismy im ostatni raz.Godzina 23.00-wysiadamy i kierujemy sie do wejscia do samolotu.Przez wielkie schody dostalismy sie do jego wnetrza.Troche zestresowani zasiedlismy na swoich miejscach.Ja siedzialam kolo Grace,a Jake naprzeciwko nas.Obok niego na szczescie nikt nie siedzial wiec moglismy caly czas swobodnie rozmawiac.
Godzina 23.30-startujemy...
__________________________________________________________________________________________________________
Heej! Sorry,ze tak dlugo czekaliscie na ten rozdzial,ale wiecie-koniec roku szkolnego,a ja na dodatek koncze podstawowke to dodatkowe zamieszanie:-) . Bardzo was prosze-komentujcie,bo ja nwm czy podoba wam sie moja praca czy nie B-)  Licze na was i zycze przyjemnego czytania! A o tym,jak minie lot trojki przyjaciol do LA dowiecie sie juz w nastenym rozdziale. Dobranoc!!!